Prolog

 


 

 

Mamusia była dziś cały dzień bardzo wesoła. Wiem, że od paru dni nie spotykała się z żadnym z jej przyjaciół. Dlatego spędzała dużo czasu ze mną i świetnie sie bawiłyśmy. Mamusia zabrała mnie do parku aby razem pograć na pianinie. Mama nauczyła się grać  gdy jeszcze nie pokłóciła się ze swoimi rodzicami. To było bardzo dawno temu. Chyba byłam jeszcze w brzuszku mamusi. Nigdy nie poznałam babci i dziadka. Bardzo mnie to smuci. Jesteśmy same, tylko mamusia i ja. Przez większość czasu mi to nie przeszkadza. Wcześniej w  parku mamusia zaczęła grać jedną z weselszych piosenek. Dużo się przy tym śmiałyśmy i tańczyłyśmy. Są wakacje, na dworze świeci słoneczko a ptaszki radośnie śpiewają. Chyba też się cieszą, że tyle dzieci bawi się w parku. Mamusia pozwoliła mi założyć  zieloną sukienkę, a włosy zaplotła w dwa warkoczyki. Mam długie, blond włosy, które sięgają do pasa. Dziewczynki z klasy bardzo mi zazdroszczą, za to chłopaki są bardzo wredni i tylko za nie ciągną.

Wiedziałam ,że ta chwila w parku nie potrwa długo. Zwykle kiedy mamusia miała taki dobry humor, następnego dnia miało stać się coś strasznego. Jestem jeszcze mała, ale nie takim głuptasem jak mama często mnie nazywa kiedy zadaje pytania. Wiedziałam, że mamusia chce mi wynagrodzić to, co miało stać się później. Tego samego dnia wieczorem siedzę sama w swoim pokoju. Spod swojego różowego kocyka, słyszę dwa nowe głosy których nie rozpoznaje. Siedzą tam już pare godzin. Mój brzuszek bulgocze z głodu. Po naszej zabawie mamusia nie dała mi nic do jedzenia, a potem kazała zamknąć się w pokoju. Przez okno nie wpadało żadne światło więc chyba było późno. Musiałam chyba zasnąć, bo obudziły mnie jakieś hałasy na dole. Słyszę jak schody na korzytarzu wydają piszczący dźwięk i wiem, że ktoś się po nich wspina. Czuję jak serduszko zaczyna mi mocniej bić. Chyba zaraz zesiusiam się ze strachu. Zaciskam mocno oczy by pomyśleli, że już zasnęłam. Nigdy się na to nie nabierali. Szybko chowam głowę spowrotem pod koc. Słyszę jak drzwi piszczą kiedy ktoś je otwiera i wchodzi do środka. Tak mi sie przynajmniej wydaje, nadal monco zaciskam oczy.

Po chwili czuję jak kocyk  powoli zabiera moje poczucie bezpieczeństwa. Jego ręka wślizguje się do środka. Dotyk jego lepkiej ręki wywołuję u mnie odruch wymiotny. To i robi jakąś wielką dziurę w miejscu gdzie moje serduszko uderza o klatkę piersiową. Zostawia mokry ślad na mojej nodze. Dziś mamusia kazała mi nie ubierać żadnej piżamki. Nie rozumiem dlaczego. W domku nie było ciepło.

Potwór, tak nazwyam ich wszystkich, nagle zrywa ze mnie kocyk, próbuje zgłuszyć mój krzyk, przyciskając mi rękę do ust. Czuje brzydki zapach kiedy Potwór nachyla się i daje mi buziaka w usta. Bardzo mi się to nie podoba. Chce krzyczeć, bardzo głośno, dopóki mamusia mnie usłyszy. Ale wiem ,że to nic nie pomoże. Mamusia nie przyjdzie mi pomóc. Sama tego pana zaprosiła. Jego ręka dalej błądzi i powoli przesuwa się ku górze. Czuje jak dotyka mnie tam gdzie niewolno. Delikatnie muska, jakby nie mógł się powstrzymać. Przechodzi dalej w górę. Zaznacza każdy fragment mojego dziecięcego ciała. To zdarza się bardzo często. Żaden z przyjaciół mamusi nie może  posuwać  się dalej. Słyszałam raz jak mamusia mówiła ,że mogą tylko patrzeć. Ale żaden z nich nie słuchał. Wydaje mi się ,że ona tym wie. W takich chwilach nienawidzę również mamusi.

Doświadczam wszystkiego czego mała dziewczyka nie powinna doświadczyć. Nie wiem co to wszystko znaczy. Odczuwam jak skaża moje ciało. Kiedy znowu schodzi w dół, nie wytrzymuje i zaczynam szlochać. Proszę go cicho żeby przestał. Ale Potwór się tylko śmieje. Naciska dotyk. Wcale mi się to nie podoba. Czuje jak mocz wnika w czystą pościel. Mamusia się zezłości i będzie kazać mi samej wszystko posprzątać. Ohyda. To chyba działa na Potwora.

- Pojebane dziecko! -  marszczy twarz z obrzydzenia i wychodzi z pokoju. Próbuje uspokoić szloch, aż w końcu przestaje płakać i nie boję się otworzyć oczu.  Niedobrze mi od zapachów swoich siuśków.

Bez zapalenia światła wychodzę z łóżka. W kącie pokoju znajduje ręcznik i dokładnie się nim wycieram po czym zakładam piżamkę. Potem wychodzę na korytarz. Schodzę ostrożnie  pare schodków na dół. Chce zobaczyć twarz Potwora który mnie skrzywdził. Chce zapamiętać jak wygląda. Chce móc go przywołać w pamięci i czuć nienawiść do kogoś więcej niż tylko mamusi. Widzę jego twarz i zapamiętuje  oczy. Wydają się czarne, wielkie. Niemal jak u kota. Wygląda jak szalony. Tak często wygląda mamusia.

Potwór siada na kanapie obok mamy oraz drugiego mężczyzny. Mamusia siedzi naga. Widzę jak bierze igłę i wciska ją sobie w ramie. Pare minut później osuwa się nieprzytomna na ziemie. Pan który podał mamie igłę, kładzie pieniądze na stole i wychodzi. Potwór wpatruje się w nieruchome ciało mamusi i uśmiecha się brzydko. Niespodziewanie  patrzy na schody i mnie zauważa. Widzę teraz dokładniej jego  uśmiech. Żółte, zgniłe zęby. Powoli wstaje i rusza w moich kierunku. Zaczynam krzyczeć. Wszystko dzieję się szybko. Uderza mnie w policzek. Czuje jak kręci mi się w głowie. Chyba nawet  straciłam przytomność. Czuje się sparaliżowana ze strachu. Prawie się nie ruszam, wstrzymuje wdech. Modlę się bym mogła zniknąć. Czuje jak moje słone łzy spływają mi po policzkach. Zaczynam bezgłośnie płakać. Uderza mnie ponownie w tył głowy.

A potem, zanim się orientuje co się dzieje, odbiera mi wszystko. 

Komentarze